Smartfony, Technologia

Smartfony ze średniej półki: Producenci stawiają #SWAG ponad jakość i bardzo mnie to niepokoi

Smartfony kosztujące mniej więcej 1000-1500 złotych osiągnęły w zeszłym roku szczytowe stadium ewolucji – były tańsze od flagowców, pozbawione dodatkowych bajerów, ale świetnie wykonane i dobrze wyposażone. Obawiam się jednak, że niedługo rynek zostanie zalany przez ubogie klony iPhone’a X rezygnujące z ważniejszych funkcji na rzecz wyglądu i niepraktycznych pierdół.

Wydaje mi się, że jeszcze kilka lat temu smartfony nie były dla zwykłych użytkowników sprzętem prestiżowym – wiele osób po prostu szło do salonu  i prosiło o “taki, żeby się nie zawieszał i miał dużo megapikseli”. Niektóre się zawieszały, inne nie, megapiksele okazały się picem na wodę, ale wszyscy jakoś z tym żyli. Teraz ludzie stali się bardziej dociekliwi i nawet jeśli nie do końca znają się na telefonach, oczekują od swoich przyszłych modeli znacznie więcej – choćby ekranów Full HD, czytnika linii papilarnych oraz ładnej obudowy. Problem w tym, że większości wystarczą pozory. A producenci sprzętu zaczynają to wykorzystywać. 

Rozwój średniej półki to problem dla flagowców

W okolicach 2016 roku średniaki działały już na tyle szybko, by spełnić oczekiwania niemal każdego. Wyświetlacze Full HD oraz skanery odcisku palca stały się standardem nawet w sprzęcie za 1000 złotych, a niektóre z tańszych smartfonów zaczęły oferować wodoszczelność, głośniki stereo i inne cechy kojarzone wcześniej z flagowcami. Żyroskop, nagrywanie wideo w 4K (pomijam jakość) czy NFC również zdążyły już wyjść z najwyższej półki.

Flagowce przestały wówczas przekonywać mniej zorientowanych odbiorców tabelkami ze specyfikacją, bo nie zostało im niemal nic unikalnego. Co z tego, że procesor szybszy, skoro liczba rdzeni ta sama. Co z tego, że aparat robi lepsze zdjęcia, skoro liczą się przede wszystkim megapiksele. Giganci rynku wypracowali więc nowy zestaw cech, które od razu oddzielały telefony dla mas od tych skierowanych do “elity”:

  • Ekrany o proporcjach zbliżonych do 18:9
  • Zredukowane ramki wokół wyświetlacza
  • Podwójne aparaty fotograficzne
  • Systemy rozpoznawania twarzy

Ich szczęście nie trwało jednak zbyt długo – od początku było wiadomo, że ktoś wyłamie się z szeregu i zaproponuje podobne rozwiązania w urządzeniach, które kosztują tyle co:

To odpowiedź na pytanie “co kupić za 1000 złotych”, którą znalazłem w sieci – nie pytajcie. O kolczyki jakiegoś misia też.

Średniak na 2018 rok: efektowne wrogiem dobrego

To normalne – wszystkie wymienione wcześniej cechy średniaków również debiutowały przecież na pokładzie telefonów kosztujących kilka tysięcy złotych. W tym przypadku adaptacja przebiegła jednak zbyt szybko i wymusiła rezygnację z jakości.

Niewielkie ramki i system rozpoznawania twarzy zaoferował błyskawicznie LG Q6. Podwójne aparaty trafiły do Xiaomi Mi A1, Honora 7X i wielu innych modeli, a Huawei Mate 10 Lite i Samsung Galaxy A8 (2018) mają nawet dwie kamerki z przodu – coś, czego nie znajdziemy w żadnym flagowcu! Dlaczego? Bo jest raczej niepotrzebne, co tym bardziej pokazuje, że w tej całej szopce chodzi przede wszystkim o powierzchowne usatysfakcjonowanie użytkowników. Myślicie, że łatwo jest wziąć taką nową, fajną technologię, złapać ją w siatkę i sprzedawać ludziom trzykrotnie taniej? No jasne, że nie – dlatego o ile na papierze te wodotryski prezentują się dobrze, o tyle w praktyce często zawodzą.

Gdybyś zobaczył w sklepie kilogram dziczyzny za 20 złotych, a nie za 60 zł, to pewnie szybko coś zaczęłoby Ci tu śmierdzieć. Prawdopodobnie byłaby to właśnie ta „dziczyzna” xD Podobnie ze smartfonami

 

Teoretycznie to nic złego, że LG Q6 reaguje na nasze buzie, że jakiś niskopółkowy ZTE może pochwalić się ekranem 18:9, a Alcatel za 800 złotych ma dodatkowy szerokokątny obiektyw. Niepokoi mnie jednak to, że często tego typu funkcje umieszczane są w telefonach głównie po to, żeby dać kupującym fałszywe poczucie prestiżu. I zadowolenia z tego, że mają wszystkie najlepsze funkcje za 1000 złotych, a nie za 4000.

Niestety rzeczywistość bywa brutalna. Systemy rozpoznawania twarzy w Androidzie to zabawki, może poza skanerami tęczówki z serii Galaxy. Wyświetlacze rzeczywiście dają zwykle radę, choć wcięcie przypominające to z iPhone’a w panelu urządzenia za kilkaset PLN… Serio? Przerost formy nad treścią i idiotyczne zapatrzenie w „prestiżowe Apple”. Na MWC widziałem kilka naprawdę słabych paneli, które miały zaślepić konsumentów wyłącznie proporcjami i “notchem”. Podwójne aparaty? Po zabawie z większością niedrogich smartfonów z dodatkowymi obiektywami stwierdzam, że zwykle lepiej byłoby skupić się na dopracowywaniu jednego.

LG Q6 w obecnej cenie jest w porządku, ale za 1500 złotych… Widać, że ekran wymusił w nim wiele kompromisów

Coś za coś. Brak czytnika linii papilarnych w LG Q6 czy NFC w Honorze 7X stanowią jeszcze delikatne przykłady. Inna sprawa, gdy gówniany ekran 18:9 zastępuje znacznie lepszy ze standardowymi proporcjami, lub gdy szerokokątny obiektyw lub tryb portretowy nie nadają się absolutnie do niczego. Poza tym za nowości się płaci, więc gdzieś trzeba przyoszczędzić – może na procesorze albo pamięci?

Różnic nie widać na pierwszy rzut oka

Jeżeli spytacie mnie o trendy na średniej półce w 2018 roku odpowiem: podwójne aparaty,  wąskie ramki i wepchnięta na siłę “sztuczna inteligencja”. Tym samym żył w zeszłym roku świat flagowców i będzie żył także w tym – może z dodatkiem paru intrygujących cech, takich jak czytniki linii papilarnych zaszyte pod ekranem.

Czyli co, fajnie? Zapanuje równość? No nie bardzo – przez moment osiągnęliśmy w rozwoju “średniaków” złoty środek, a teraz chęć wciskania wszędzie efektownych rozwiązań wymusi na producentach rezygnację z innych, prawdopodobnie lepszych. Różnice w jakości pomiędzy flagowcami i modelami z niższej półki jeszcze bardziej się pogłębią. Problem w tym, że kiedyś dostrzegłby je nawet niewidomy – teraz zostaną powierzchownie ukryte.

Tutaj widzicie smartfon z rewolucyjną technologią Oreo Notch Display

No i jeszcze jedna kwestia: czy twórcy smartfonów poprzestaną we flagowcach na “szybciej, lepiej, więcej”? A może niedługo usłyszymy o nowych, już czysto absurdalnych funkcjach, które powstały tylko po to, by odseparować je od tańszego sprzętu? 

Wydaje mi się, że w ciągu najbliższych miesięcy nie zobaczymy zbyt wielu udanych smartfonów kosztujących około 1000 złotych. Trafiliśmy na niefortunny okres przejściowy, a sytuacja ustabilizuje się pewnie dopiero w 2019 roku. Dobrze, że firmy takie jak Samsung i Google pracują nad tym, aby średniakom było łatwiej zaoferować coś, co dla odmiany nie jest niedopracowaną technologią. Koreańczycy zamierzają sprzedawać innym producentom własne moduły podwójnych aparatów z kompletem oprogramowania, a Android P ma wspierać natywnie ekrany z wcięciem. Będzie dobrze. Trzeba tylko poczekać. 

PS. Żeby nie było tak negatywnie -niektóre średniaki radzą sobie z długimi ekranami, podwójnymi aparatami i tak dalej całkiem nieźle. Polecam Honora 7X (szkoda tylko, że nie ma NFC), polecam Galaxy A8 (gdy tylko trochę potanieje), a nawet LG Q6, bo jest teraz  dostępny w bardzo atrakcyjnej cenie. I w głębi duszy to fajny sprzęt 🙂 Drugi aparat w Neffosie N1 też całkiem mi zaimponował! Boje się tylko, że czeka nas teraz istny zalew smartfonowych śmieci, które na każdym kroku będą usiłowały oczarować klienta aparycją. 

PS2. Śledź mój profil na Fejsie, będę wniebowzięty i odwdzięczę się ciekawymi postami 🙂

Dodaj komentarz