Smartfony, Technologia

5 pytań o rozpoznawanie twarzy w smartfonach

Funkcja rozpoznawania twarzy pojawiła się w pierwszych smartfonach tuż po Wielkim Wybuchu, dosłownie sekundy po stworzeniu wszechświata. Ze względu na niedokładność i niski poziom bezpieczeństwa, zniknęła jednak na kilka lat i dziwnym trafem powróciła dopiero wtedy, gdy zainteresowało się nią Apple.

Wiele nowych flagowców reaguje więc na nasze buzie i radośnie merda ogonkiem. Po czym odblokowuje ekran. Ale komu to potrzebne i po co to komu? Postaram się odpowiedzieć na wszystkie najważniejsze pytania. Najpierw jednak:

TL;DR

Rozpoznawanie twarzy może być spoko! Na razie w większości przypadków nie jest i nie warto się nim przesadnie podniecać. Chyba że nikt nigdy nie otwiera się i nie cieszy na widok Twojej twarzy. To wtedy tak. Smartfon podaruje Ci trochę ciepła.

Po co mi to?

iPhone X, LG V30 czy OnePlus 5T pozwalają odblokować smartfon za pomocą twarzy. Przydaje się to na przykład wtedy, gdy macie założone rękawiczki i nie możecie użyć czytnika linii papilarnych. Albo gdy nie chce Wam się podnosić telefonu, a skaner ulokowano akurat na pleckach. Lub kiedy czytnik jest w takim miejscu, że używanie go podchodzi pod masochizm. Jak w Galaxy S8. Teoretycznie dzięki takiemu rozwiązaniu smartfon potrafi też na przykład pokazywać powiadomienia na ekranie blokady tylko wtedy, gdy to Wy na niego patrzycie.

Czy to bezpieczne?

No tak średnio bym powiedział. Przynajmniej w urządzeniach z Androidem – większość z nich da się oszukać za pomocą zwykłego zdjęcia. Na tym polu trochę wyróżnia się OnePlus 5T, którego zrobić w bambuko mi się nie udało.

iPhone X wykorzystuje z kolei pierdyliard zaawansowanych sensorów i teoretycznie ma być znacznie bezpieczniejszy od konkurencji spod znaku zielonego robocika. Dlatego można używać na nim Face ID choćby do autoryzowania płatności. Rzecz jasna nie w takim kraju trzeciego świata jak Polska, w którym nie działa Apple Pay.

Komuś tam udały się jakieś machlojki za pomocą maski wydrukowanej w 3D, ale przecież czytnik linii papilarnych też da się oszukać, jeżeli ma się odpowiednio dużo danych. No i jeśli chcecie chronić telefon przed złym bratem bliźniakiem bądź klonem z alternatywnego wszechświata, pochodne Face ID się nie sprawdzą.

A szybko to działa?

A to zależy. W niektórych smartfonach trzeba gapić się na przednią kamerkę przez parę sekund pod odpowiednim kątem. Z drugiej strony, OnePlus 5T jest na tyle szybki, dokładny i bezproblemowy, że podczas testowania czasami wydawało mi się, że wyłączyłem niechcący wszystkie zabezpieczenia. W OnePlusie Face Unlock mógłby wygodnie zastąpić czytnik linii papilarnych. Przynajmniej do odblokowywania ekranu.

A może skan tęczówki?

Skaner tęczówki pojawił się w Galaxy S8 i Galaxy Note8, a za jakiś czas zobaczymy go pewnie też w LG G7. Regularnie bym go nie używał, bo wymaga zbyt dużo gimnastyki twarzy i bywa po prostu zbyt wolny. Przy ochronie prywatnych plików sprawdza sie jednak znacznie lepiej, bo oferuje po prostu wyższy stopień ochrony. To tak jakby porównywać sejfik dla dzieci z Fortem Knox.

Nie podoba mi się, czy da się przed tym uciec?

No sorry, ale chyba nie. Apple znów wywołało burzę – podobne rozwiązania wprowadza coraz większa liczba producentów. Mistrzem jest Honor, który przygotowuje właściwie kopię Face ID. Z animoji włącznie. Jeżeli wolisz czytniki linii papilarnych, to wybacz, ale pewnie za jakiś czas będziesz musiał się z nimi pożegnać. Choć niezbyt szybko – na pełną integrację z Androidem, więc przy okazji odpowiednio wysoki poziom bezpieczeństwa, jeszcze trochę poczekasz.