Gry

Nintendo Labo: Pokazali stertę kartonów i rozwalili system

Labo łączy w sobie wszystkie najlepsze cechy Nintendo: wydobywa ze sprzętu pełnię potencjału, otwiera rynek na nowe grupy docelowe i jest prostą, a jednocześnie niesłychanie kreatywną koncepcją.

Kilka dni temu jeden z pracowników Ubisoftu napisał na Twitterze, że niedługo Nintendo pokaże światu coś co sprawi, że internet eksploduje. Spodziewałem się wszystkiego, ale na pewno nie kartonów do obudowywania konsoli. Bo nie jestem tak pomysłowy jak Shigeru Miyamoto i jego koledzy.

Gdybyście jakimś cudem jeszcze nie słyszeli – Labo to kartonowe zestawy do samodzielnego składania, które współpracują z Nintendo Switch. Wibracje kontrolerów wprawiają w ruch coś na kształt zdalnie sterowanego samochodziku, kamera na podczerwień umożliwia działanie miniaturowemu pianinu, żyroskopy i akcelerometry Joy-conów pozwalają na sterowanie ruchowe ogromnym robotem i tak dalej. Najlepiej wyjaśnia to krótki film:

 

Jeżeli już go obejrzeliście, są dwie opcje: albo zastanawiacie się, jak karton reaguje na ślinę i kontakt z kośćmi, bo szczęka opadła Wam na samą myśl, albo rozczarowani pukacie się w głowę z niedowierzaniem. To drugie? W porządku – wyjaśnię Wam w sześciu punktach, dlaczego powinniście pukać się mocniej, żeby wpadło Wam do główki trochę rozumu 😉

1. Nintendo Labo to brama Switcha do nowej grupy docelowej

Pamiętacie modę na Wii Sports? Japończycy przekonali do gier osoby, które nigdy wcześniej nie miały z nimi do czynienia. W tym przypadku może być podobnie. Interaktywne zestawy DIY to świetny pomysł na twórczą i rozwijającą zabawę rodziców z dziećmi. Do tego jedno urządzenie może pełnić kilka funkcji – tata kupi Switcha “dla synka”, a sam będzie pocinał pod kołdrą w Dooma.

Nintendo zamierza sprzedać w tym roku aż 20 milionów egzemplarzy Switcha, i choć samo Labo nie wystarczyłoby do osiągnięcia takiego wyniku, to z pewnością może w tym bardzo pomóc. Bo Switch stał się czymś więcej, niż tylko konsolą.

2. Tego pomysłu nie podpierniczą Sony ani Microsoft

Pamiętacie modę na Wii Sports? A, już pytałem. W każdym razie: konkurencja najpierw się śmiała, a potem pokazała odpowiedź w postaci Kinekta i PlayStation Move. Nawet po nieudanej premierze Wii U Sony i Microsoft próbowali “inspirować się” pomysłami giganta z Kioto – Japończycy promowali strumieniowanie gier na ekran PSVita, a Amerykanie chwalili się integracją swoich tytułów z tabletami. A tutaj, co mogą zrobić? Papier kolorowy do obklejania DualShocków? Labo zostanie ze Switchem – żadnego innego urządzenia na rynku nie skonstruowano tak, by mogło działać podobnie.

 

3. Labo wykorzystuje charakterystykę Switcha

No właśnie! Niektórzy zapewne zastanawiali się, po co właściwie w kontrolerach kamerka na podczerwień czy tak zaawansowany system wibracji. Przed ujawnieniem Labo, kamera nadawała się przecież tylko do jedzenia kanapek w minigierce 1-2 Switch. Serio. Ale wreszcie dostaliśmy odpowiedź. Koncern przygotował coś unikatowego. Coś, co na każdym kroku potwierdza oryginalność Switcha.

4. Nintendo nauczyło się w marketing!

Jedliśmy te kanapki w 1-2 Switch przez niemal rok, ale całe szczęście, że firma ujawniła Labo wcześniej. Gdyby zestawy zaprezentowano przy okazji premiery Switcha, ludzie na całym świecie zakodowaliby sobie w głowach, że Switch to zabawka z dodatkową funkcją konsoli. Marketing Nintendo konsekwentnie wpajał jednak odbiorcom na każdym kroku, że hybrydowy sprzęt to czysta, modna zajebistość dla… czystych, modnych, zajebistych ludzi 🙂  Poza tym, do wyjaśnienia idei stojącej za Labo wystarczy krótki filmik. Czyli reklamy telewizyjne też. Brawo!

5. Kartony są spoko!

“Dlaczego nie plastik? Dlaczego taka tandeta? 70 dolarów za karton?” – burzą się niektórzy. I są tak zajęci narzekaniem, że nie zwracają uwagi na kilka istotnych rzeczy. Dziennikarze z zagranicznych portali mieli już okazję pobawienia się zestawami Labo i twierdzą, że karton jest zaskakująco wytrzymały. Do tego, jako jedyny materiał, da dzieciom możliwość radosnego kolorowania zabawek.

Schematy do wydruku poszczególnych elementów trafią do sieci za darmo, więc nawet zniszczenie wysokiej klasy tekturowego pianina butem nie musi oznaczać końca zabawy. A płacimy nie za same “karteczki”, tylko za kartridż z grami – podstawowy zestaw Labo kosztuje tylko 10 dolarów więcej od zwykłej gry.

6. Internet eksplodował

Gość z Ubisoftu się nie mylił. Od rana widziałem w internecie dziesiątki memów, w których użytkownicy śmieją się z kartonów. Hanka Mostowiak all over again. To źle? Skąd! Chodzi raczej o pozytywne i naprawdę zabawne obrazki komentujące temat z przymrużeniem oka. Na zasadzie: “HEHE, KARTON ROZUMIECIE? TO JA JUŻ MAM LABO I TO W WERSJI DEVELOPERSKIEJ, BO PUDŁO PO BUTACH LEŻY W PRZEDPOKOJU”. Szumu w mediach społecznościowych nie zabraknie, a artykuły dużych mediów przedstawiają Nintendo Labo w bardzo dobrym świetle. Temat na pewno dotrze więc do wszystkich potencjalnie zainteresowanych 🙂

 

Podsumowując – Labo to ideał. Ciekawy pomysł możliwy do zrealizowania tylko na Switchu, który jednocześnie nie zaszkodzi grom, a jego promocja może odbywać się “obok”. Aż żałuję, że nie mam jeszcze dzieci by się z nimi bawić.

PS. Chyba że minigierki okażą się gówniane i wystarczą na godzinę zabawy. To wtedy nie. Ale pierwsi testerzy mają przyjemne odczucia 🙂

PS2. Śledź mój profil na Facebooku, piszę tam regularnie ciekawe rzeczy na temat technologii 🙂