Technologia

Najlepsze technologiczne gadżety 2017 i dlaczego są fajne

2017 to rok dyskryminacji przeszłości. Smukłe i wysokie (smartfony) sprawiły, że nikt nie chce już patrzeć na te krępe. Laptop, który nie rozkłada się szeroko na każde skinienie nie jest laptopem, tylko pruderyjnym zabytkiem. Niedługo przy samochodach spalinowych pozostaną tylko amisze, a na każdy nieinteligentny głośnik będziemy patrzyli tak samo, jak na każdą nieinteligentną osobę. Grubo.

Pomyślałem, że fajnie będzie wyłonić kilka innowacyjnych i wzbudzających pożądanie produktów, które zrobiły na mnie w ostatnich miesiącach największe wrażenie. I albo sprawiły, że miałem ochotę sprzedać cały dobytek, a następnie pobiec po nie do sklepu, albo… rzeczywiście sprzedałem przez nie cały dobytek i pobiegłem do sklepu. Jeżeli więc spotkacie kiedyś pod mostem śpiącego bezdomnego z Surface Bookiem i Galaxy Notem8 pod pachą, zostawcie mu jakieś pieczywo, masełko i kartę podarunkową na Steam.

Żeby nie było tak różowo, bo w końcu miałem pisać szczerze, w opisie każdego urządzenia dodałem sekcję „w czym tkwi haczyk” z wadami.  Nikt nie jest doskonały. Nie przedłużając, oto najlepsze technologiczne gadżety 2017!

Najlepsze laptopo-cholera wie co: Microsoft Surface Book 2

Co byście powiedzieli na praktyczny laptop, który w razie potrzeby zmienia się w niepraktyczny tablet? Rewelacja, prawda? Surface Book 2 jest świetnie wykonany, wydajny i bardzo wygodny, a do tego jeszcze ma rewelacyjny ekran i przyjemną klawiaturę. Jakby tego było mało, działają na nim najnowsze gry – i to nie żadne małe produkcje indie, tylko te wysokobudżetowe, fajne. Z mikrotransakcjami.

W trybie tabletu, sprzęt rzeczywiście trudno uznać za wyjątkowo komfortowy w obsłudze, ale do czytania czasopism czy oglądania filmów w podróży nadaje się znakomicie. To oryginalne, jedyne w swoim rodzaju urządzenie. A mnie wydaje się, że spuścizna tabletów przetrwa właśnie pod postacią tego rodzaju gadżetów.

W czym tkwi haczyk? Surface Book 2 kosztuje w najdroższej konfiguracji aż 15 000 złotych, a w jakiejkolwiek nadającej się do gier (z dedykowanym układem graficznym) około 10 000 złotych. A że nie wypada wozić takiego sprzętu autobusem albo dwudziestoletnim Tico, wypadałoby kupić sobie jeszcze do kompletu nowe auto.

Najlepszy smartfon: Samsung Galaxy Note8

Po fiasko Note’a 7 niektórzy zachowywali się tak, jakby Samsung przerzucił się na produkcję maszyn wojennych, albo pomagał Korei Północnej w budowie bomby atomowej złożonej z flagowców. Firma miała się skończyć, a w najlepszym wypadku porzucić linię Galaxy Note. Ok, to były niezłe pomysły, ale władze koncernu miały lepsze – rozwiązały kryzys wzorowo, przyznały się do błędu, poprawiły procedury bezpieczeństwa i wróciły z rewelacyjnym Notem 8.

Note8 to najbardziej wszechstronny smartfon na rynku – dla biznesmena, do nagrywania filmów, robienia pięknych zdjęć, oglądania wideo, grania, kąpieli i czegokolwiek, co sobie wymarzycie. Nawet jeśli macie zbereźne myśli, bo Note8 pozwala bezpiecznie ukryć prywatne pliki przed niepożądanym dostępem 😉

Gdybym miał nieograniczony budżet i używałbym prywatnego smartfona częściej, kupiłbym właśnie ten model. Choć większości wystarczy pewnie już Galaxy S8, którego polecałem w moim zestawieniu flagowców w serwisie Verdykt.pl.

W czym tkwi haczyk? Sprzęt drogi, rysik nie dla każdego – te dodatkowe 2 GB RAM i drugi aparat to dla niektórych za mało, żeby wybrać Note’a zamiast Galaxy S8.

Najlepszy smartfon, który nie jest Samsungiem: Huawei Mate 10 Pro

Świetna i znacznie tańsza alternatywa dla Note’a 8. Postanowiłem ją tu wyróżnić, bo tym modelem Chińczycy udowadniają, że skończyli z odtwórczością. Teraz zaczynają sami dyktować trendy – chociażby w postaci dedykowanego chipu do sztucznej inteligencji, który aktualnie może zmienia niewiele, ale jest wyjątkowo przyszłościowym rozwiązaniem.

Mate 10 Pro działa piekielnie szybko i oferuje najdłuższy czas pracy na jednym ładowaniu ze wszystkich flagowców. Czego zabrakło, by przegonić Samsunga? Moim zdaniem złącza mini-jack i lepszej jakości nagrywanych wideo. Oraz rysika, ale ten akurat nie przyda się każdemu. W każdym razie, Huawei gra już w tej samej lidze, co liderzy rynku.

W czym tkwi haczyk? Niby to Mate PRO, a nie ma w nim mini-jacka ani miejsca na kartę pamięci. Żeby było zabawniej, znalazły się one w zwykłym, tańszym Mate’cie 10, niedostępnym w naszym pięknym kraju.

Najlepszy gadżet: Nintendo Switch

Ale jak to, tak bez 4K? No tak  to – wolę wsadzić sobie do plecaka pół teraflopa i grać wszędzie w tytuły najwyższej klasy, niż liczyć pikselki na ekranie telewizora w pogoni za jak najwyższą rozdzielczością. Switch czaruje oryginalną koncepcją i stale rosnącą biblioteką dobrych gier ,a twórcy zewnętrzni zaczynają wspierać konsolę coraz bardziej. Oczywiscie to wynik cudownej sprzedaży -niektórzy obudzili się z ręką w nocniku i zaczynają pracę nad nowymi tytułami dopiero teraz. Błogosławieni jednak ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli, czyli na przykład Bethesda z Doomem i Skyrimem.

Ok, to w skrócie: Nintendo przewiduje, że w ciągu jednego roku obecności na rynku sprzeda 15 milionów egzemplarzy gadżetu. W Stanach wciąż brakuje Switchów w sklepach, a znalezienie sztuki jest jak u nas kupno masła za 2 złote. W Japonii z kolei ludzie biorą udział w loteriach, w których główną nagrodą jest… możliwość zakupu sprzętu. Magię Switcha można streścić w kilku hasłach: gry wyglądają wystarczająco dobrze, można zabrać je ze sobą z domu, nie brakuje wspaniałych exclusive’ów, kanapowy multiplayer rządzi, a kampanię marketingową przeprowadzono wzorowo.

W czym tkwi haczyk? Nintendo od przyszłego roku każe płacić sobie za infrastrukturę sieciową i granie online. A obie te rzeczy są w Switchu wyjątkowo marnie rozwiązane. Na przykład do korzystania z chatu głosowego potrzebna jest aplikacja na smartfon. Szkoda, że w ogóle nie dwa kubeczki połączone sznurkiem…

Najlepsza usługa: Netflix

Do Spotify zdążyłem już przywyknąć, z Netfliksem zaprzyjaźniłem się z kolei dopiero w tym roku. Obejrzałem kilka ciekawych filmów i całe mnóstwo seriali, których na próżno szukać legalnymi ścieżkami gdziekolwiek indziej: Stranger Things, 13 Reasons Why czy Ozark. Uwielbiam wygodę korzystania z tej platformy – mogę pominąć intro odcinka, w sekundę przerzucić się ze smartfona na telewizor i tak dalej. Magia! A cena nie jest tak wysoka – tym bardziej, że można złożyć się na jedno konto z rodziną/znajomymi. Choć niektórzy z Was i wolą pewnie rangę „super downloader” na Warezie i premium w CDA.pl…

W czym tkwi haczyk? Pamiętacie, jak w polskiej telewizji był jeden kanał, a w takich Stanach Zjednoczonych ponad sto? Ja też nie, ale tak było. I tak jest teraz z Netfliksem. Ze względów licencyjnych, kosztów tłumaczeń i tak dalej, biblioteka serwisu w Polsce to tylko ułamek tego, co można oglądać w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy USA za tę samą kasę.

Najlepszy telewizor, którego nie kupisz: LG Signature OLED W7

Z reguły telewizory są dla mnie równie emocjonujące jak Puchar Świata w Curlingu. Istnieje w ogóle coś takiego? Nie wiem – no właśnie. Okej, potrafię docenić cudowne ruchy miotłą i znakomitą celność zawodników, podobnie jak świetny obraz, ale w sferze cyferek, profesjonalnych pomiarów i tak dalej jestem laikiem. Jeżeli wrażenia płynące z oglądania odpowiadają mi wizualnie „na oko”, a system operacyjny mogę bez wyrzutów nazwać intuicyjnym, to uznaję telewizor za udany.

Trudno nie zachwycić się LG Signature OLED W7. Urządzenie smukłe prawie jak kartka papieru, seanse filmowe kojarzą się z patrzeniem za okno na ciekawszy świat z ładniejszymi kolorkami, a poza tym… kurczę no, co za szpan! W7 zrobił na mnie na żywo ogromne wrażenie.

W czym tkwi haczyk? Haczyk tkwi w portfelu, na głębokości 28 999 złotych. Bo tyle kosztuje W7. Dlatego honorowe wyróżnienie w tej kategorii przyznaję jeszcze The Frame od Samsunga, który też prezentuje się znakomicie, a można go zgarnąć „zaledwie” za 10 koła.

Najlepsza gra: The Legend of Zelda: Breath of the Wild

To nie jest tak, że jestem jakimś psychofanem Nintendo. Wcale nigdy o tym nie pisałem. Na każdym kroku. Wszędzie. Ok, mimo że uwielbiam produkty firmy i śledzę jej poczynania od wielu lat, dopiero teraz jestem w stanie powiedzieć z czystym sumieniem, że Nintendo zaorało Sony i Microsoft. O Switchu wspominałem już powyżej, no to teraz gra.

Nowa Zelda wzbudziła we mnie chęć odkrywania, a przemierzając wielki otwarty świat czułem się szczęśliwy jak dziecko. W porządku, grając w Mario Party też czuję się jak dziecko, ale nie o to chodzi. Po prostu tytuł wspaniale zachęca do kreatywności i odkrywania sekretów, a każda sesja z nim była dla mnie cudowną przygodą. Więcej możecie przeczytać w mojej recenzji napisanej dla serwisu Gamezilla.pl.

W czym tkwi haczyk? Moim zdaniem, całkowicie szczerze – w niczym. To pole zostawiam Wam, bo na pewno ktoś napiszę, że to bajka ze słabą grafiką 🙂

Na deser – największy absurd: Acer Predator 21 X

Wiem, że to pokazówka i typowy przedstawiciel filozofii „bo możemy”, ale na widok Acera Predatora 21 X trudno się nie uśmiechnąć. 21-calowy laptop z potężnymi podzespołami i zagiętym ekranem debiutował z ceną 43 000 złotych. Zastanawiacie się pewnie, do czego wykorzystać taki sprzęt? Ja też. Zasilacze do niego (potrzebuje dwóch) ważą pewnie więcej od niejednego ultrabooka i jest równie przenośny jak zwykły komp przyczepiony do pleców. Byłbym szczerze zachwycony każdą gamingową bestią, nawet z najbardziej festyniarskim wyglądem, ale gdyby wciąż posiadała jakiekolwiek pozytywne cechy laptopa. Ale cóż, doceniam kreatywność 😉