Technologia

Jak zostać dziennikarzem technologicznym? Praktyczny poradnik

W życiu słyszę najczęściej trzy pytania: czy mam jakieś drobne do automatu, jaki telefon polecam i jak zostać dziennikarzem technologicznym.

Na dwa pierwsze odpowiadam różnie w zależności od sytuacji. Czasem powiem „Galaxy S8”, innym razem „wisisz mi jeszcze dwójaka z wczoraj, cwaniaczku”. Ostatnie z kolei jest na tyle ciekawe i uniwersalne, że moją opinią podzielę się ze wszystkimi. Tym bardziej, że niestraszna mi zawodowa konkurencja. Przeciwnie – chciałbym, by w świecie mediów pojawiało się jak najwięcej zdolnych świeżaków. Może komuś przekazana poniżej wiedza się przyda. W zamian za pomoc nie proszę o nic, prócz paru procent od każdej pensji 😉

Ach, jeszcze jedno. Nie zdradzam tutaj oczywiście wszystkiego, bo na produkowaniu klonów Michała Pisarskiego mi nie zależy. Ale to solidny start, który powinien okazać się pomocny.

Jakie studia wybrać? Bo mama mnie na informatykę posyła

Jak tam sobie uważacie. Szczerze. Oczywiście elektronika czy informatyka dadzą Wam szerszą wiedzę i większe pole do popisu, ale nie wybrałbym żadnego kierunku tylko przez pryzmat kariery redaktora. Sam studiowałem dziennikarstwo – gdy poszedłem do pracy okazało się, że teoria sobie, a praktyka sobie. Studiujcie więc to, na co macie ochotę, szczególnie że zawsze warto mieć jakąś rezerwową opcję, a pisarsko (znaczy wedle moich wskazówek) rozwijajcie się po godzinach.

Co muszę potrafić?

Najlepiej wszystko. Włącznie z żonglowaniem kulami do kręgli podczas jazdy na monocyklu. Współczesne dziennikarstwo to nie tylko pisanie – warto znać się jako tako na SEO, social mediach, pracy w zespole, zarządzaniu ludźmi, w miarę lubić się z programami do obróbki grafiki, nie bać się kamery i wiedzieć coś tam o marketingu. Ach, i znać dobrze angielski. Jakimś cudem Polska nie jest globalną stolicą nowych technologii, więc informacji do tekstów szukamy przede wszystkim na zagranicznych serwisach. Nadal widuję mnóstwo błędnie przetłumaczonych artykułów, które wprowadzają czytelnika w błąd… Na szczęście ich autorzy zwykle nie utrzymują się w branży zbyt długo.

Nie każdy musi potrafić gadać o gadżetach przed kamerą, ale to spory plus 🙂

 

Jak uczyć się pisania?

To banalne: pisząc. Warto nawet skrobać newsy do szuflady lub założyć blog. I czytając ile wlezie. Przede wszystkim mediów internetowych, ale wszelkiego rodzaju książki też nie zaszkodzą.

Musicie mieć rozeznanie w technologiach, to oczywiste – podpatrywać praktyki najlepszych serwisów i wyciągać z nich coś dla siebie. Warto jednak pamiętać, że smartfony i komputery to nie wszystko. Czasem inspiracja do napisania świetnego tekstu przyjdzie Wam po lekturze powieści. Innym razem ściągniecie konstrukcję artykułu technologicznego na przykład z relacji z koncertu. Albo nawet nauczycie się nowego słowa 😉 Serio. Każdy mniej lub bardziej świadomie opiera się we własnych działaniach na pracy innych. A ja uważam, że lepiej robić to celowo. Sam dodaję sobie często do zakładek felietony czy recenzje niezwiązane z branżą, by później na nich bazować. Rzecz jasna nie bezczelnie tylko delikatnie, ale zawsze.

Czytajcie i zwracajcie uwagę na to, jak zbudowane są zdania. Na to, że dobre teksty powinny stanowić spójną całość. Że nie istnieje coś takiego jak przepis na idealny artykuł, a często warto uciekać schematom i prowadzić temat w sposób nieoczywisty. Gdyby dobre dziennikarstwo podlegało jakimś sztywnym regułom, niedługo zastąpiłaby nas sztuczna inteligencja analizująca informacje prasowe i wyniki z benchmarków. I niektórych pewnie zastąpi 😉 Ale nie piszę do nich.

Pisanie do papieru, pisanie scenariusza wideo, pisanie testu, newsa… wszystko robi się inaczej. Ale to musicie już odkryć sami 🙂

Jak zdobywać doświadczenie?

Załóżcie własny blog i starajcie się pisać regularnie. Wiem po sobie: do tej pory potrafię patrzeć na niektóre teksty 18-letniego Michała bez poczucia zażenowania, lecz ten 18-letni Michał potrafił wypluć z siebie maksymalnie kilka materiałów w miesiącu. A później musiał publikować coś każdego dnia. Im więcej tworzycie, tym łatwiej Wam to przychodzi – tym szybciej robicie research, mniej myślicie nad każdą literką, a częściej działacie intuicyjnie.

Prowadzenie bloga wymaga samozaparcia, ale pozwoli Wam wyrobić sobie dobre nawyki. A że mało kto będzie to czytał? Nieistotne. Ważniejsze, że coś Wam to da, a kiedyś na Wasze artykuły zerknie jedna, odpowiednia osoba. Jeśli macie taką możliwość, zaproście też do współpracy znajomych. Gdy zgłosicie się do jakiejś pracy, szef serwisu technologicznego spojrzy znacznie przychylniej na często uzupełnianą stronę tworzoną przez kilka osób, niż na dzieło dziennikarskiego jedynaka, na którym świeży artykuł pojawia się raz na trzy tygodnie.

Ach, jeszcze jedno – zbierajcie oceny. Wysyłacie Wasze twory komu tylko możecie i proście o komentarz. Tylko nie mnie, bo nie mam czasu xD Ok, mi też możecie. Choć nie zawsze będę w stanie odpisać. Konstruktywna krytyka pozwoli Wam w pełni rozwinąć Wasze umiejętności. Miałem w życiu kilku “mentorów” – każdy z nich wpłynął na to, co i jak robię w tym momencie. A w tym momencie drapię się po tyłku i myślę co by tu jeszcze napisać 🙂 Dziś sam jestem dziadkiem – znaczy mentorem. I szczerze cieszę się ze wszystkich postępów poczynionych przez moich autorów.

Chcesz wiedzieć, co tam u mnie słychać, albo sprawić mi przyjemność? Śledź mój profil na Fejsie – nie pożałujesz 🙂

Co sprawi, że ktoś zechce zatrudnić właśnie mnie?

Mnóstwo osób zna się na telefonach. Każdy potrafi włączyć AnTuTu i zaraportować rezultat. Sęk w tym by przekonać ludzi do tego, że powinni liczyć się właśnie z Waszym zdaniem. Musicie być postrzegani jako osoby z krwi i kości, a nie jako roboty, które unikają jasnego i odważnego przekazywania własnej opinii.

A co właściwie jest nie tak z robotami? Po pierwsze, łatwo zastąpić je kimkolwiek innym. Nie przyciągają ludzi i nie są żadną wartością dodaną dla strony internetowej. Po drugie, zanudzają czytelnika na śmierć. Jasne, tacy ludzie są potrzebni – to oni przygotują dwadzieścia niemal identycznych testów laptopów, dzięki którym konsumentowi łatwiej później te urządzenia porównać. Ale serio? To szczyt Waszych marzeń?

Jeśli będziecie się rozwijali, może kiedyś polecicie z nudów do Japonii żeby pograć w nowe Gran Turismo 🙂

Bądźcie charakterystyczni. Przekazujcie w tekstach osobowość. Starajcie się wyrobić własny styl – tak, żeby nawet wtedy, gdy artykuł nie jest podpisany, ktoś mógł zgadnąć, że odpowiadacie za niego właśnie Wy. Albo że gdy każdy zajmie się komentowaniem premiery Samsunga Galaxy S9, dla pewnej grupy osób najważniejsze okaże się właśnie Wasze zdanie.

Dzięki temu będziecie cieszyli się większym szacunkiem i łatwiej zdobędziecie pierwszą pracę. A gdy ta pierwsza praca Wam się znudzi, bo “szef jednak frajer” czy coś takiego, poczujecie jak komfortowe jest przebieranie w ofertach, zamiast rozpaczliwego szukania alternatywy.

Jak dostać pracę?

Macie już blog, trenujecie pisanie i staracie się być unikalni. No to przekazujcie linki do Waszych dzieł szefom serwisów, dla których chcielibyście pisać. Jeżeli dysponujecie odpowiednimi umiejętnościami, na pewno znajdzie się dla Was miejsce. Z początku pewnie przy newsach i jedynie w formie dorabiania przez parę godzin dziennie, ale to dość otwarta branża. Dobrym dziennikarzom łatwo przebić się wyżej.

 

Suplement dla zniechęcenia

 

Jeśli nadal Wam się chce i już sprawdzacie, czy domena www.TomekPiszeOSmartwatchach.wordpress.com jest wolna, przygotowalem odpowiedzi na kilka dodatkowych pytań, które mogą Wam się gdzieś tam po drodze nasunąć.

To tak jeszcze chciałbym dopytać: w tej pracy to chodzi o siedzenie na dupie i bawienie się gadżetami, tak?

Nie – i bądźcie na to gotowi. To satysfakcjonująca i bardzo fajna robota dla wielbicieli technologii, ale jednocześnie wymagająca niczym Wasza najwredniejsza nauczycielka zołza z gimbazy. Szykujcie się na pisanie pod presją czasu. I na hejty w komentarzach. Bądźcie gotowi na to, że kolejnej konfy Apple nie obejrzycie już spokojnie z piwem w dłoni. Zagraniczne delegacje? Po paru latach zaczniecie marzyć o tym, żeby MWC odbywało się gdzieś pod Radomiem, a IFA we wsi w okolicach Rzeszowa. Bo raczej sobie na nich nie pozwiedzacie. Najgorsza jest chyba intensywna praca na jetlagu. No, ale przyznaję, sam fakt przebywania w niektórych krajach/na niektórych wydarzeniach daje mnóstwo radochy.

Targi IFA – ciekawe premiery i niewyobrażalny zapieprz

Ale Michał, skąd brać sprzęt do testów na bloga? “Producenci nie odpisujo”

Na początku przygotowujcie recenzje urządzeń, które możecie zdobyć z innych źródeł. Na przykład własnego telefonu po roku użytkowania albo słuchawek. Tak robił choćby MKBHD. Ale pamiętajcie o tym, żeby  Wasze testy wyróżniały się na tle tego, co napisali inni. Nie chodzi o to, żeby w ramach bycia alternatywnym przedstawiać gówno jako ósmy cud świata (chyba że to naprawdę imponujące gówno), tylko przekazywać informacje w interesujący sposób i podejść do tematu oryginalnie.

Do tych producentów i agencji PR piszcie. W końcu ktoś na pewno pęknie, a później będzie coraz łatwiej. Zdecydowanie lepiej startować jednak z bazą przynajmniej kilku materiałów o Waszym sprzęcie, którymi można się pochwalić, niż z niczym. Ach, no i nie zamęczajcie pracowników agencji PR milionami pytań o każdy detal – to zapracowani ludzie, tylko Wam to zaszkodzi 😉

Masz jeszcze jakieś ważne wskazówki?

Tak, dwie. Po pierwsze, sprawdzajcie zawsze wszystko kilkukrotnie i bądźcie rzetelni. Błędy się zdarzają, ale te poważniejsze mogą sprawić, że ktoś podejmie przez Was złą decyzję zakupową. Albo rozpętacie PR-owe piekło. Po drugie, nawet jeśli zamierzacie specjalizować się w smartfonach, nie odcinajcie się od całej reszty rynku tech. Wszystko w tym światku ciekawie się przenika, a większa wiedza to szansa na przygotowywanie lepszych treści. No i nie istnieje zbyt wiele miejsc, w których moglibyście pisać wyłącznie na jeden temat. Nie mówiąc już o tym, że po prostu głupio nie znać odpowiedzi na banalne pytania dotyczące pecetów lub gigantów społecznościowych, “bo ja to tylko aparaty telefonów oceniam”.

Dziennikarstwo to też obowiązki: czasami muszę robić sobie zdjęcia.z fanami 🙁

Sporo tego… Ty też przeszedłeś całą tę drogę?

Nie 🙂 Ale znam życie. Chciałem zostać dziennikarzem technologicznym w okolicach piątej-szóstej klasy podstawówki, gdy namiętnie czytywałem papierowy Komputer Świat. Później nadal lubiłem gadżety, ale mój główny obszar zainteresowań odchylił się w kierunku muzyki. I to muzyka zaprowadziła mnie do Komputer Świata.

Prowadziłem kilka własnych blogów, następnie recenzowałem albumy na niekomercyjny, ale znany w pewnych kręgach serwis, a później poszedłem na praktyki studenckie do Newsweeka. W Newsweeku nie chcieli się ze mną rozstawać po miesiącu, bo coś tam potrafiłem i szybko się uczyłem, a przy okazji, jako że najlepiej ogarniałem temat, spadły na mnie tematy technologiczne. Jakiś czas później, dziwnym zbiegiem okoliczności otworzyło mi to furtkę do Komputer Świata. Gdzie nadal chłonąłem wiedzę i rozwijałem się.

Podejmowanie nowych wyzwań jest wyjątkowo ważne. Parę lat temu nigdy nie powiedziałbym, że większość osób będzie kojarzyła mnie z wideorecenzji. Albo że w ogóle pokażę się przed kamerą, jeśli ktoś mnie do tego nie zmusi. A tu proszę! Trochę przypadku, trochę determinacji i… jakoś tam leci. Coraz lepiej. Dziś sam jestem dziadkiem 😉

A jak wygląda praca w redakcji Komputer Świata?

Już o tym pisałem – przeczytajcie sobie 🙂