Smartfony

Gesty to najlepsza cecha iPhone’a X – ALE O TYM SIĘ OCZYWIŚCIE NIE MÓWI

Gesty w iPhone’ie X to najlepsza metoda nawigacji dotykowej z jaką miałem do czynienia w smartfonach. Mówię to jako osoba, która korzysta z telefonów Apple tylko przez kilka tygodni w roku i nie darzy ich jakimś przesadnie ciepłym uczuciem – jeśli się nie zgadzacie, nazywajcie mnie więc głupkiem, a nie wysyłajcie na karne kolonie fanbojów jabłka do dużych blogów technologicznych 🙂

Mam jednak nadzieję, że w tym poście uda mi się wyjaśnić, dlaczego gesty są tak wygodne. No więc tak – po paru miesiącach od premiery, “Ajfoneks” nareszcie zagościł w mojej kieszeni na dłużej. Nieantyfan pożyczył mi swój egzemplarz, za co dziękowałem mu już w piętnastu miejscach. Niech będzie szesnaste – dziękuję!

Rezultat moich testów w postaci filmu pojawi się w poniedziałek na kanale Komputer Świata, a tymczasem przyjrzymy się intrygującej funkcji smartfona, której po rozstaniu z X-em będzie mi brakowało najbardziej. Ale którą, na szczęście, podwędzi niedługo obóz Androida.

Przyciski do śmieci!

Apple pozbyło się w “Dziesiątce” przycisku Home, lecz nie zamieniło go tak jak inni producenci na znaczki wyświetlane na ekranie. Po interfejsie iPhone’a X poruszamy się za pomocą kilku prostych gestów – przeciągnięcie palcem do góry przenosi do ekranu głównego, przeciągnięcie i przytrzymanie otwiera listę aplikacji, koliste ruchy przełączają nas pomiędzy programami i tak dalej. Drobiazg? Niby tak – nic dziwnego, że przyćmiły go Face ID, animowane kupy oraz inne „poważniejsze” nowości. Gesty to jednak perfekcyjna recepta na kilka problemów, więc należy oddać im honor. Są bowiem znacznie bardziej sensownym rozwiązaniem zarówno od przycisków na ekranie, jak i pod ekranem.

Zobaczcie:

  • Prawie wszyscy (pozdrawiam Sony) robią już bezramkowce, w których miejsca na przyciski pod wyświetlaczem nie ma.
  • Przyciski na ekranie to z kolei takie “JP (P od przyciski) na 50%, bo trochę się boję”. Czasem je widać, w innych aplikacjach znikają, trzeba w nie za każdym razem wcelować palcem – jak w średniowieczu. Poza tym zabierają akurat tyle miejsca na dorodnym wyświetlaczu, ile zaoszczędzono dzięki zredukowanym ramkom. Półśrodek.

Apple dało w „Dziesiątce” nura na głęboką wodę – projektanci stwierdzili, że skoro inferfejs ma być w pełni dotykowy, to przycisków nawigacyjnych należy się pozbyć. Gesty pozwalają na bezramkową konstrukcję, nie wymagają od użytkownika wielkiej dokładności i są “niewidzialne”. A przy tym również intuicyjne, dokładne oraz uniwersalne. Przyzwyczajenie się do nich zajęło mi tylko kilka godzin, a teraz wiem już, że będę płakał i zgrzytał zębami, gdy nadejdzie czas by się z nimi pożegnać. Na szczęscie, niedługo przywitamy się ponownie na Androidzie.

Apple – może nie pierwsi, ale to od nich kradnie się na wielką skalę

Dociekliwi czytelnicy już pewnie piszą mi w komentarzach, że Apple wcale przecież gestów  nie wymyśliło, tylko ukradło od Palma albo BlackBerry. W porządku, z tym że Palm oraz BlackBerry nikogo nie obchodzą – to Apple ma największą moc forsowania swieżych rozwiązań, również tych złych. Przecież Lenovo pozbyło się mini-jacka wcześniej, a mimo tego za zabójcę złącza słuchawkowego uznajemy iPhone’a 7. Nie wspominając już o tym, że nie miała go także Nokia 3310, ALE O TYM SIĘ OCZYWIŚCIE KAŻDY ZAPOMINA 😉

O Apple jest z kolei głośno bez przerwy. Kradzione pomysły Apple zawsze kradnie się dalej. W OnePlusie już bawią się w Robin Hooda, czyli jumanie bogatym i dawanie biednym  – gesty bliźniacze do tych z iPhone’a pojawiły się w wersji beta Androida Oreo na OnePlusie 5T. Oczywiście wygląd i działanie są lekko upośledzone, ponieważ w przypadku Androida to tylko modyfikacja systemu przygotowana na szybko przez niewielką firmę. Ale spokojnie – inni producenci też się w końcu na to zdecydują. Obsługa gestami to przecież nic ekskluzywnego, więc może trafić do dowolnego telefonu bez podnoszenia kosztów produkcji.

Składnik przepisu na smartfon idealny

Czekam niecierpliwie – przedni panel zalany niemal w całości przez ekran, obsługa gestami oraz czytnik linii papilarnych zaszyty w wyświetlaczu (nad którym rozpływałem się tutaj) to trzy cechy, których oczekuję teraz od mojego wymarzonego smartfona na 2018 rok. Gwarantuję, że gdy pojawi się model spełniający te wymagania, dla odmiany wyłączę na blogu tryb “sarkazm” i zareaguję mniej więcej tak:

Do następnego!

Dodaj komentarz