Film i muzyka

Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi – recenzja od laika dla laika, czyli „czy warto iść, jeśli nie mam pościeli z Chewbaccą?”

Ostatni Jedi to zdjęcie bocznych kółek w rowerze i prawdziwe nowe otwarcie Sagi bez sentymentów. A przede wszystkim, po prostu znakomity film, który bawi, trzyma w napięciu i wywołuje emocje w każdej scenie.

Lubię Gwiezdne wojny. Podoba mi się uniwersum i doceniam jego popkulturową spuściznę. Grałem w kilka gier i oglądałem wszystkie filmy, a w domu mam nawet pojemnik na ciastka w kształcie głowy Dartha Vadera. Mogę nazwać się fanem? Nie do końca. Nie potrafię opowiadać godzinami o mocach Jedi i burzyć się na porzucenie przez Disneya rozszerzonego uniwersum, a w kiblu nie składam z papieru toaletowego miniaturowych X-Wingów. Choć to w sumie niezły pomysł.

Takich osób jak ja jest mnóstwo – chcą iść do kina na grudniowy blockbuster, dobrze się bawić i tyle. A przed seansem wiedzieć, czy warto zabrać na niego drugą połówkę, albo na odwrót – czy już teraz pracować nad kreatywnymi wymówkami, żeby nie dać się zaciągnąć do kina na jakieś „nudne science-fiction”. I do nich właśnie kieruję tę krótką recenzję.

Czy to dobry film? Muszę się przygotować do seansu?

No to polećmy konkretem: Ostatni Jedi to film rewelacyjny. Nawet jeśli obdarlibyśmy go ze starwarsowej otoczki. Z odpowiednio wyważonym poziomem napięcia i rozładowującego je humoru, niezłymi zdjęciami, przekonującą grą aktorską i ciekawym scenariuszem. Aby jednak cieszyć sie nim w pełni, trzeba mieć za sobą przynajmniej Przebudzenie mocy, więc jeśli ta druga połówka jeszcze nie oglądała, koniecznie nadróbcie.

Co w nim takiego fajnego?

Chyba to, że absolutnie każdy znajdzie tu coś dla siebie. Planety żyją i są pełne przeuroczych i zabawnych stworzeń, harce robota BB-8 stopią serca najzimniejszych drani, Finn, Rey, Poe (lubują się w krótkich imionach, co?) i cały gang powracających postaci wydaje się w swoich zachowaniach autentyczny, żarty sytuacyjne bywają czasem zaskakujące (wspomnicie te słowa przy scenie z żelazkiem), a riposty zawsze znacznie celniejsze od szturmowców Imperium. A, bo miało być dla laików. To taki dowcip, bo szturmowcy nie umieją strzelać.

No i Kylo Ren – dla niektórych kontrowersyjny jak… nie wiem, Doda, a dla mnie idealny, niezrównoważony czarny charakter ze zniszczoną psychiką. Jak Doda. Nie no, Ren to po prostu nieprzewidywalny świr targany setkami moralnych rozterek, więc właściwie każdy jego ruch jest dla widza zaskoczeniem i na każdy czeka się w napięciu.

Jeśli jeszcze Ci mało, obejrzyj sobie zwiastun:

 

Ale o czym ten film?

O walce z siłami zła, szlachetnych rebeliantach… no, właściwie to standard. Ostatni Jedi kręci się wokół dwóch wątków. Rey chce przekonać do powrotu tytułowego Luke’a Skywalkera i okiełznać własne moce, a Rebelia jest tym razem w odwrocie i  ucieka przed napierającymi siłami wroga.

Przyznam, że przez przez pierwszą godzinę wydawało mi się, że te wydarzenia nie są na tyle podniosłe i istotne, by poświęcać im całą odsłonę serii. Mimo iż bawiłem się świetnie. Później jednak działo się tyle, że zwrotami akcji i efektownymi walkami można byłoby obdzielić kilka finałów dobrych filmów. Nudzić się nie będziecie.

A coś Ci się nie podobało?

W zasadzie tylko jedna z nowych bohaterek, sztampowa i nudna do bólu. Ale w tak fajnym towarzystwie, łatwo było ją znieść. No i preferowałem dynamiczniejszą pracę kamery z Przebudzenia mocy, choć tu też jest bardzo dobrze.

No, to może jakaś konkluzja?

Jeżeli chcesz iść niedługo do kina na cokolwiek – idź na Gwiezdne wojny. Są efektowne wizualnie, rozbawią Cię niejednokrotnie, a jeśli jeszcze nie obryzasz nałogowo paznokci, to zaczniesz robić to z emocji na seansie. Nie śpisz pod pościelą z Chewbaccą? Albo nie pamiętasz który to był Chewbacca? To nic – i tak go polubisz, podobnie zresztą jak cały film.  Jestem oczarowany – to wspaniała, baśniowa opowieść dostarczająca absolutnie wszystkiego, czego można oczekiwać od porządnego kina rozrywkowego.

A dla tych, którzy uwielbiają Gwiezdne wojny, w kilku słowach: Widać, że ekipa zrzuciła z siebie koło ratunkowe i wie, że nie musi już posiłkować się przesadnie nostalgicznymi powrotami i odniesieniami do starej trylogii. W Ostatnim Jedi pojechała zaskakująco i bez zahamowań.

Ocena: Przestań czytać, idź oglądać!

Filmy i seriale mogą dostać jedną z trzech ocen – „przestań czytać, idź oglądać”, „Dla fanów gatunku i znudzonych” oraz „Ja już straciłem czas, Ty nie trać swojego”.