Smartfony, Technologia

Czytnik linii papilarnych w ekranie: jedna z największych smartfonowych innowacji od lat

Nie Snapdragon 845 z nagrywaniem filmów w 4K i HDR, nie skanowanie twarzy w najnowszych Xperiach, nie rozszerzona rzeczywistość. Na razie to właśnie niepozorny, na pierwszy rzut oka niewidoczny czytnik linii papilarnych zaszyty w ekranie, uznaję za jedną z największych smartfonowych innowacji obtatnich lat.

Vivo X20 Plus UD – dla niektórych brzmi jak fikuśna nazwa trzeciorzędnego chińskiego smartfona, a w rzeczywistości jest fikuśną nazwą trzeciorzędnego chińskiego smartfona. To urządzenie, dla odmiany, powinno jednak zainteresować nie tylko fikuśnych Chińczyków. Dlaczego? Bo to pierwszy telefon, w którym czytnik linii papilarnych nie jest wklęsłą brzydotą na pleckach, zmarnowanym miejsce pod wyświetlaczem czy niedokładną i nie do końca wygodną niespodzianką we włączniku. Ta drobna nowość ma w sobie coś, czego brakowało wielu innym funkcjom reklamowanym jako przyszłość mobilnego światka.

Mianowicie  po wypróbowaniu tego rozwiązania, w umyśle użytkownika coś zgrzyta, a starsze rozwiązania zaczynają dla niego wyglądać i pachnieć jak kupa. Sam jeszcze nie sprawdzałem, a poza tym mam katar więc za dużo bym nie poczuł, ale to kolektywna opinia niemal wszystkich, którzy widzieli tego cudaka na targach CES. Po chwili z Vivo X20 dziennikarze zaczynali zastanawiać się: po co nam właściwie te dodatkowe obrzydlistwa na obudowie? Tego rodzaju czytniki szybko zmienią rynek i za parę lat nie będziemy w stanie sobie wyobrazić, jak żyliśmy bez nich (jak zwierzęta). Definicja innowacji, proszę państwa!

Innowacja sprawia, że niektórzy użytkownicy mają ochotę wywalać własny sprzęt do śmieci – nie patrząc na kompromisy i konsekwencje. Tak było chociażby z pierwszym iPhone’em – może i brakowało mu 3G albo MMS-ów, ale prawie nikogo to nie interesowało. Tutaj przełom odbywa się rzecz jasna na znacznie mniejszą skalę, lecz też przemawia od razu niemal do wszystkich. A co to za kompromisy i konsekwencje? Ano chociażby fakt, że skaner z Vivo reaguje mniej więcej… sto razy wolniej (0,7 sekundy) od najlepszych, przedpotopowych czytników używanych obecnie. Czyli podobnie do starych Samsungów 😉 Ale i tak wystarczająco płynnie do tego, by zagryźć zęby i używać go regularnie. Coś więcej? Jeszcze nie wiem.

W idealnym świecie takie zabezpieczenie jest zawsze aktywne, a na przyłożenie opuszka reaguje wibracją udającą wciśnięcie – tak jak niewidzialny przycisk Home w Galaxy S8. Który podobno miał być tylko dodatkiem właśnie do czytnika pod wyświetlaczem, lecz Koreańczycy nie poradzili sobie z problemami technicznymi. Ale, to było rok temu. Zapewne nie obczaję osobiście, czy X20 również oferuje te bajery, ale telefon trafi do chińskich sklepów jeszcze w styczniu, a najpopularniejsi dziennikarze z zagranicy rzucą się chętnie na testy i dokładnie o wszystkim opowiedzą. A wiecie dlaczego się rzucą? Bo to cholerna innowacja! Którą zapewne zobaczymy niedługo również w telefonach przeznaczonych dla ludzi z Europy. 

Dodam jeszcze, że skaner w ekranie idealnie wpasowuje się w modę na bezramkowce – oznacza przecież koniec problemów z szukaniem optymalnego miejsca na czytnik. I w porządku, FaceID również jest spoko, ale… ten pomysł zauroczył mnie znacznie bardziej. Brawa za odwagę dla Vivo – w nagrodę przestali mi się mylić z Wiko, a do tego poświęciłem im cały wpis po raz pierwszy i ostatni w życiu! A wcale nie zamierzam zostać jutro potrącony przez ciężarówkę – po prostu w przyszłości będzie im trudno to przebić i zdobyć tyle mojego zainteresowania 🙂

PS.Błagam, dostańmy to samo w Galaxy Note’cie 9!

PS2. Śledźcie moje profile na Fejsie i na Twitterze, dużo dobrego tam publikuję!